
Spacer Drogą Królewską czyli przejście śladami osób, które od wieków wjeżdżały do Krakowa od strony Bramy Floriańskiej a później ul. Floriańską, przez Rynek , obok kościoła Mariackiego, ulicami : Grodzką, Poselska i Kanoniczą podążały na Wawel.
Czy byli to królowie, zagraniczni posłowie, ważne osobistości czy zwykli przybysze odwiedzający miasto – wszyscy podążali tą samą drogą, oglądając po drodze przepych i bogactwo Krakowa.
Początek Drogi Królewskiej to okolice krakowskiego Barbakanu, fragment dawnych murów obronnych Krakowa, które powstawały przez przeszło 200 lat i do początku XIX wieku broniły miasta. Obroną miasta zajmowali się jego mieszkańcy, każdej baszty i bramy bronił inny cech rzemieślników. Jedyna do dziś zachowana brama – Brama Floriańska – była kilkukrotnie zagrożenia zburzeniem, ostatni raz z początkiem XX wieku, kiedy wagoniki zmodernizowanej linii tramwajowej nie mieściły się pod Bramą Floriańską. Ulica Floriańska to opowieść o Domu Matejki, hotelu Pod Różą, łańcuchach, które w dawnych czasach nocą blokowały dostęp do Rynku i dawały szanse mieszkańcom na spokojny sen, to też wspaniałe anegdoty o bywalcach słynnej Jamy Michalika i twórcach kabaretu Zielony Balonik.

W sercu Krakowa , na Rynku Głównym przeniesiemy się w czasie słuchając o tym czym i jak handlowano w Krakowie, o wymiarze sprawiedliwości, karach jakie wymierzano przestępcom i dowiemy się czy faktycznie stoimy na średniowiecznym bruku. Rynek otaczają przepiękne kamienice, w których gościli królowie, funkcjonowały apteki dostarczające na dwór królewski np. wodę różaną, istniały sklepy kolonialne, lokale śniadaniowe gdzie sprzedawano kanapki piramidalne, kawiarnie, w których niekoniecznie można było napić się kawy.
Rynek to też legendy m.in. o krakowskich gołębiach , o panu Twardowskim, o wieżach kościoła mariackiego, o hejnale mariackim. Ta ostatnia mimo, że odnosi się do wydarzeń z połowy XIII wieku okazuje się jedną z najmłodszych legend Krakowa. Co godzinę usłyszymy rozbrzmiewający z wieży Mariackiej hejnał, kolejny symbol Krakowa ale też temat anegdot – nie zawsze był grany punktualnie i nie każdy gość Krakowa lubił dźwięk trąbki z mariackiej wieży.
Na Rynku spotkamy krakowskie duchy – chociaż te może lepiej omijać ;).

Spacerując w sercu Krakowa nie można pominąć kościoła mieszczan krakowskich czyli kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny zwanego potocznie kościołem Mariackim. A w nim wspaniały ołtarz Wita Stwosza, którego wielowiekowa historia od czasu powstania w XV wieku do czasów współczesnych mogłaby być scenariuszem filmowym. Ołtarz, zwany “Biblią z lipowego drewna” jest nie tylko ważny dla nas ze względów religijnych ale również dlatego, iż dzięki niemu poznajemy historię mieszkańców XV-wiecznego Krakowa uwiecznionych przez mistrza Wita Stwosza. W kościele Mariackim miało też miejsce wydarzenie, dzięki któremu powstał dramat “Wesele” Stanisława Wyspiańskiego czyli ślub Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny.

Kraków nazywano też “małym Rzymem” ze względu na dużą liczbę kościołów i faktycznie idąc ulicą Grodzką 250 lat temu zobaczylibyśmy ich aż 9, na tej jednej ulicy. Trzy spośród nich nie dotrwały do naszych czasów, ale ich istnienie przypominają makiety lub zaznaczony ślad w posadzce. Makieta nieistniejącego kościoła Wszystkich Świętych to inspiracja do opowieści o wyjściu żaków z Krakowa a stojący obok Pawilon Wyspiańskiego to już opowieść o wspaniałych witrażach autorstwa St. Wyspiańskiego. Przy ul. Grodzkiej zobaczymy najstarsze godło na krakowskich kamienicach i dowiemy się dlaczego na budynkach pojawiają się tabliczki z numerami np. 204, skoro aż tylu budynków nie ma na całej ulicy…
Stojąc na placu Marii Magdaleny zobaczymy jeden z najstarszych kościołów Krakowa – kościół św. Andrzeja, w którym schronili się mieszkańcy w czasie najazdów tatarskich w połowie XIII wieku oraz o wiele od niego młodszy kościół śś. Piotra i Pawła. Robiąc odpowiednie ujęcie tego ostatniego możemy po powrocie z Krakowa, pokazując to zdjęcie, powiedzieć, że byliśmy w Rzymie, ponieważ kościół ten jest prawie wierną kopią rzymskiej świątyni Il Gesu.

Ulica Kanonicza – jedna z najstarszych i najpiękniejszych ulica Krakowa, z pięknym widokiem na Wawel. A u stóp Wawelu – Dom Długosza. Zanim zamieszkał w nim słynny polski kronikarz, mieściła się tu łaźnia, która jest pretekstem do opowieści o tym jak krakowianie dbali o higienę w minionych wiekach. Pod koniec XIX-ego wieku miał w tym budynku swoją pracownię Franciszek Wyspiański – ojciec Stanisława i być może siedząc w niej mały Staś wpadł na pomysł rozkołysania dzwonu Zygmunta.
Ulica Kanonicza to również historia o tajemniczym “skarbie Wiślan” i już możemy spoglądnąć w kierunku Zamku Królewskiego i ruszyć na wawelskie wzgórze.
