Zapomniane krakowskie przysłowia, których dziś nie usłyszymy a jak pisał Ambroży Grabowski, wielki znawca Krakowa już za jego czasów czyli w XIX wieku były mało popularne .
W „Wspomnieniach Ambrożego Grabowskiego” zebranych na podstawie rozproszonych notatek i wydanych w roku 1909 przez jego wnuka Stanisława Estreichera pojawia się przysłowie : „Wielki jak Delpacy”.
Rodzina Delpacy ( del Pace, Delpaczy) wywodziła się od Juliusza Dellpace, kupca z Florencji , który przybył do Krakowa w latach 70-tych XVI wieku. Był on rajcą krakowskim, burmistrzem, handlował winem sprowadzanym z Węgier, Wiednia, Grecji, Włoch, prowadził dom bankowy, miał kramy na Rynku, domy przy ul. Szewskiej czy św. Jana. W XVII wieku w posiadaniu rodziny Delpacy znalazł się dom koło kościoła Mariackiego , dziś Rynek Główny numer 4.

Jak wspomina A. Grabowski ostatnim potomkiem tej rodziny był Antoni Delpacy – kapitan wojska polskiego w regimencie Wodzickiego. W czasie powstania Kościuszkowskiego , walczył w bitwie pod Racławicami a później w bitwie Szczekocinami w czasie której zginął.
Ambroży Grabowski pisał o nim : „Był wzrostu wielkiego i najwyższy wówczas w Krakowie , z stosownie do wysokości był sążnisto – barczysty i stąd urodziło się to przysłowie . A gdy był tak kolosalnej postaci i w szeregu stojąc znaczną zajmował przestrzeń, cóż więc dziwnego , że go kula trafiła?”.
Autor wspomnień zauważa, że przysłowie to słyszał jeszcze w czasach kiedy przybył do Krakowa czyli koło 1797 roku, jednak 40 lat później zapomniano i o przysłowiu i o Antonim Delpacy.
Chociaż chyba nie do końca 🙂 ponieważ w “Przechadzce kronikarza po Rynku krakowskim” wydanej w 1890 roku , J. L. Wawel Luis przytacza przysłowie w innej wersji “drab jak Delpacy” i podobnie jak Ambroży Grabowski opisuje jego genezę. Wspomina też , że Antoniego Delapcego ze względu na “olbrzymi wzrost (…) łatwo też poznać na obrazie M. Stachowicza , przestawiającym przysięgę Kościuszki na rynku krakowskim”.

